- Zaopiekujmy się nim... wspólnie... jakbyśmy my byli jego rodzicami... Przecież nie możemy go tak zostawić na pastwę losu. - odparłam spoglądając na wilczka.
- Dobrze. - polizał mnie Eclipse po policzku. - Zabierzmy go.
Zaczęliśmy iść do watahy.
- Jak go nazwiemy? - spytał.
- Toboe... - powiedziałam szeptem.
Weszliśmy do jaskini. Położyłam się , a Eclipse położył Toboe przy mnie. Eclipse usiadł koło mnie.
- Słodki jest. - powiedziałam.
Toboe spał smacznie sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz